niedziela, 31 maja 2015

Nasz dzień dziecka

Z racji tego , że mojego syna na codzień roznosi energia więc często wymyślam jakieś atrakcje żeby ją trochę okiełznać, na dzień dziecka było w miarę spokojnie. Stwierdziłam że ja i bez dnia dziecka już się dosyć nawymyślam miejsc do zwiedzania, bawialni i takich tam. Nie dlatego , że jestem taką super mamą tylko dlatego, że mi samej z tym wulkanem energii w Domu odbija :). Z okazji święta dzieci wybraliśmy się do Jaszkowa, gdzie wypożyczyliśmy na pół godziny kucyka. Zawsze chciałam zaszczepić w moich szkrabach miłość do koni i to był pierwszy krok! Od czegoś trzeba zacząć ... Synu był zafascynowany pierwsze 15 minut a pózniej największą atrakcją stał się soczek ze słomką czekający na niego w aucie. Za to młodsza była podekscytowana  od początku do końca i wysiedziała na kucu dłużej niż starszy. Kocha zwierzęta jak mama ;) Liczyłam jednak na większą radość i entuzjazm z ich strony.
  Z rana były jeszcze wielkie lody a po południu grill u rodziny, gdzie dzieci miały chybą największą frajdę. Czasem człowiek staje na głowie , żeby wymyśleć dzieciakom coś ekstra a oni i tak najbardziej cieszą się z odwiedzin kuzyna albo słodkiego ulepu do picia przez słomkę. 
  Kolejny raz potwierdza się złota zasada, że im bardziej się człowiek stara tym gorzej wychodzi ;)


czwartek, 28 maja 2015

Matka wybrała się na kawę.

Pierwszy raz od prawie roku pojechaliśmy na kawę z moim przyjacielem i było super. Bez histerii w aucie, obsikanych spodni , spocenia się z nerwów i wysiłku. Ładnie ubrani ( naprawdę długo wytrzymaliśmy bez plam) uśmiechnięci. Spędziliśmy przyjemnie czas w Republice róż, obżarliśmy się słodyczami i zahaczyłam o reserved kids ;) mam nadzieję, że oni po prostu trochę dojrzeli i to nie był jeden wyjątkowy dzień dobroci. Dziwnie tak powrócić do żywych. Teraz dużo bardziej  doceniam zwyczajne chwile , np. Kiedy mogę pośpiewać sobie w aucie a dzieci cichutko jadą z tyłu albo porozmawiać na spokojnie z drugim człowiekiem. Nie o pieluchach i zupkach tylko o innym Świecie, który naprawdę istnieje tylko ja o tym trochę zapomniałam ! 



poniedziałek, 25 maja 2015

Mam farta

Dzisiaj leżąc w wannie i nasłuchując Czy przypadkiem już nie muszę biec cała mokra i prawie goła do krzyczącego dziecka myślałam sobie o tym jak to ja i moi znajomi mamy dobrze. Problemy typu brzydki brzuch po porodzie, niegrzeczne dziecko, brak kasy na chciejstwa czy kłótnie z mężem mogą nam nieźle uprzykrzyć życie. Jednak czym one są wobec tego co się dzieje na  Świecie. Wystarczy szerzej otworzyć oczy żeby dostrzec jakimi jesteśmy szczęściarzami i jakie to szczęście jest kruche. Dręczą mnie cholerne myśli o konfliktach i pragnę tylko tego , żeby żadne zło nie dosięgło moich dzieci. Zrobiłabym wszystko żeby mogły żyć w spokoju. Spokój... To jedyna rzecz jakiej teraz pragnę ponad wszystko. 


piątek, 22 maja 2015

Rogale cioci K.

Czy też tak macie, że wieloskładnikowe przepisy o długim i skomplikowanym opisie przygotowań, Was odrzucają? Może jestem mało ambitna,  ale przy Leonie szukam raczej przepisów na szybkie i proste ciasta/desery /potrawy .
Przed wczoraj w tą okropna szaruge nie ruszyliśmy się z domu.  Starałam się jednak z całych sił żeby nie był to zmulony dzień. Spojrzałam co też mam w lodówce. Drożdże! ! Pozostało pół kostki od niedzielnej pizzy. Jako, że ciasta drożdżowego zawsze się bałam (wydawało mi się zawsze skomplikowane ze względu na zaczyn i to, że musi ładnie wyrosnąć) to początkowo pełna obaw postanowiłam zrobić rogale z marmolada przepisu cioci.  Wyszły super! Robi się łatwo i szybko. Polecam! !
A to przepis.
Składniki
Pół kostki drożdży tj 50 g
szklanka ciepłego ale nie gorącego mleka
mąka ok 4 -5 szklanek  (do podsypywania wychodzi więcej)      
3 jaja                                        
3/4 szkl oleju      
6 łyżek cukru                  
Słoik marmolady    
       
 Przygotowanie :
Robimy zaczyn: do ciepłego mleka wrzucamy rozdrobnione drożdże oraz 3 łyżki cukru mieszamy aż do rozpuszczenia drożdży ,następnie wlewamy do miski z jedną szklanka mąki - mieszamy wszystko razem i odstawiamy w ciepłe miejsce do wyrośnięcia.
Kiedy zaczyn wyrośnie dodajemy resztę składników - olej,  jaja,  3 łyżki cukru,  reszta mąki. Mieszamy drewniana łyżka i ponownie odstawiamy w ciepłe miejsce do wyrośnięcia ( ciasto musi podwoić swoją objętość). Kiedy to nastąpi wyrabiamy ciasto ręką podsypujac mąka tak ,żeby się nie kleiło pamiętając jednak żeby nie przesadzić z mąka!  Dzielimy ciasto na 4 części.  Każdą rozwałkować na okrąg i podzielić go na trójkąty.  W każdy trójkąt umieszczamy około  łyżeczki marmolady i zawijam rogale.
Kładziemy na blachę wyłożona pergaminem i pieczemy w 220 stopniach około 12 minut (w opcji z termoobiegiem ).
Kiedy się schłodzą to lukrujemy!
No a później zajadamy ( ja lubię jeszcze lekko ciepłe wiec nie czekalam na lukier)  Smacznego! !!!

czwartek, 21 maja 2015

Mit kremu w niebieskim, metalowym pudełku

Ostatnio zauważyłam, że ten krem jest  uważany przez wiele kobiet za złoty środek na wszystko i cudowny kosmetyk. Sama przez wiele lat byłam mu wierna. Kondycja mojej cery zawsze była po prostu poprawna i za bardzo się na tym nie skupiałam. Odkąd stałam się pilną czytelniczką azjatyckiego cukru zaczęłam się trochę bardziej skupiać na tym co nakładam na twarz. Niestety nie mam w sobie tyle zapału , żeby wprowadzać rady cukru w życie ale ostatnio wklepując sobie w twarz grubą warstwę kremu w metalowym, niebieskim pudełku zerknęłam na jego skład, potem poczytałam o poszczególnych składnikach w necie i ... Wyrzuciłam go do śmieci.  Jego kult u mnie upadł w parę chwil. Szukam jakiegoś godnego następcy. Takiego , u którego nie będzie przerostu formy nad treścią :) polecicie coś dobrego? 

wtorek, 19 maja 2015

Gdy rodzi się high need baby

  W ciąży leżysz sobie na kanapie, gładzisz po brzuszku i myślisz jak to będzie cudownie gdy Twoje dzieciątko będzie już na Świecie. W końcu będziesz chuda i zadbana. W czasie gdy dzidzia będzie słodko spała w łóżeczku , Ty się umalujesz, uczeszesz i ładnie ubierzesz. Potem nakarmisz dzieciątko piersią, żeby mieć na kolejne trzy godzinki spokój, wsadzisz w wózek i pójdziesz czytać książkę do parku, jak te wszystkie inne matki. 
  Rodzisz .... I oprócz ogromnej miłości pojawia się także ogromne rozczarowanie. Nazwijmy rzeczy po imieniu. 
  Dzieciątko drze się non stop, ma gdzieś Swoje łóżeczko z haftowaną pościelą i baldachimem, żąda karmienia co 15 minut i ,, karmi się" przez kolejne 40. Przerabiacie: kolki , masaże brzuszka, skakanie na piłce , specjalną dietę eliminacyjną, szum suszarki. Wszystkie sposoby albo pomagają na chwilę albo wcale albo są tak ciężkie w wykonaniu , że masz łzy w oczach ze zmęczenia. 
  Śpicie z mężem na zmianę. On masuje brzuszek, buja i śpiewa a Ty śpisz potem na odwrót. Jeszcze później mąż wraca do pracy a Ty zostajesz z wymagającym dzieciątkiem sama i wtedy dochodzi kolejny gwóźdź do trumny. Dobre rady. ,, daj mu popłakać, niech się dotleni" ,, tak nauczyłaś, tak masz" ,, Może za ciepło go ubierasz? Źle karmisz , nie masz pokarmu , w ogóle wszystko robisz źle". Gdy kolejny raz słyszysz , że dziecko koleżanki już w zasadzie przesypia noce a Ty jesteś beznadziejna , bo Twoje tylko potrafi ryczeć. Kiedy znowu cały dzień chodzisz z piersią na wierzchu , w pidżamie i nawet już sama się nie orientujesz kiedy Twój biust jest w staniku a kiedy nie to jest ten moment, w którym Twoje marzenia o idealnym macierzyństwie umierają bezpowrotnie. 

   Przeżywałam to przy pierwszym synku.  Mogę tylko poradzić aby: 
1. Uzbroić się w cierpliwość. Wisi na piersi , niech wisi- za 3 miesiące przestanie , za 5 będziesz  za tym 
tęsknić 
2. Wymyślić cięte riposty na dobre rady. Specjalnie go uczysz, żeby zasypiał na piłce bo w ten sposób jesteś aktywna i masz super tyłek. 
3. Uświadomić sobie, że porządek w domu wróci dopiero za jakieś dwa lata i albo znaleźć.sprzataczkę albo polubić bałagan.
4. Znaleźć pomysł na oswojenie nowej rzeczywistości. Kiedy nasz synek uspokajał się tylko w pozycji ,, na nietoperza". Ja odpalałam sobie Przepis na życie i chodziłam z nim po pokoju, relaksując się przy serialu. 
5. Zmienić dawne przyzwyczajenia odnośnie dbania o siebie. Kiedyś zawsze kręciłam sobie włosy i nakładałam podkład, róż, malowałam oczy. Teraz polubiłam proste włosy, zmieniłam fryzurę żeby rano wystarczyło je umyć i wysuszyć ( polecam długie włosy bez grzywki) Pełną tapetę zastąpiłam zadbaną cerą( dobry krem, zero opalania) , korektorem pod oczy( trzeba zamaskować sińce ) i tuszem do rzęs. Nie chodzi mi o to, że masz przestać o siebie dbać ale znajdź patenty żeby robić  to szybciej. :) 
6. Nie porównywać swojego dziecka z innymi. Ono jest wyjątkowe i najlepsze na świecie :) Pomyśl sobie , że to właśnie  dzięki niemu wyjście do dentysty- rzeźnika kojarzy Ci się z cudownym relaksem. Nikt inny nie dał Ci takiej lekcji cierpliwości i wytrwałości jak Twoje wspaniałe dziecko! 
Mój 2,5 letni high need baby Na lodach 

poniedziałek, 18 maja 2015

Nie taki diabeł straszny. Czyli kilka słów o porodzie.

Czego się ciężarna nasłucha przed rozwiązaniem to głowa mała.  Ogólnie jakoś wszyscy zaczynają czuć potrzebę dzielenia się mrożącymi  krew opowieściami z porodówek z kobietami w ciąży.  Co ja się nasluchałam.  Im bliżej rozwiązania tym szybciej chciałam mieć to już za sobą. To cierpienie, tą masakrę.

No ale wszystkie przyszłe mamy!  Mam pocieszenie!  Wszystko zależy od nas. To jak będziemy odczuwać poród zależy od tego jaki mamy próg bólu,  czy jest ktoś z nami, jak się do nas odnosi personel medyczny i przede wszystkim jakie jest nasze nastawienie!
Osobiście poród wspominam bardzo dobrze. Bez znieczulenia (nie chcialam) da radę! Nie wiem czy trafiłam na taką ekipę w szpitalu czy tam tak po prostu jest,  ale stosowano się do wszystkich punktów mojego planu porodu (warto go mieć! ), a kiedy coś miało być inaczej pytano mnie o zdanie wszystko wyjaśniając.  Czułam ze moje zdanie jest szanowane.  Pomagano mi zrealizowac mój cel ,by urodzić jak najbardziej naturalnie. Na bieżąco mówiono jak niwelować ból oddechem.
Ból był silny, ale w moim odczuciu nie aż tak, by krzyczeć ze umieram.  ;) był silny, ale do zniesienia.  Na  prawdę przez te historie nastawiałam się na coś dużo gorszego. Myślę, że nie warto.  Jest to tak indywidualna sprawa, że bez sensu jest się nakręcić, denerwować i stresować wystarczy ,że cały czas martwimy się o dziecko.

Życzę wszystkim ciężarnym odporności na historię z piekła rodem. Dużo siły i spokoju.

A inne mamy jak wspominają swoje porody?  Też byłyście częstowane opowieściami życzliwych ludzi?  ;)

A ból mija jak tylko położą dziecko na piersi.  Jedyne co sprawdziło się z opowieści ;)

czwartek, 14 maja 2015

Wielki wielki leń

     Tak bardzo podziwiam mamy, które są w podobnej sytuacji co ja- dwójka maluchów i wiecznie zajęty mąż a jednak znajdują motywację żeby wieczorem nie paść na twarz i zasnąć ze ślinotokiem tylko w jakiś tam sposób się rozwijają i robią coś dla siebie. Obojętnie czy jest to wyszywanie, ćwiczenia, pisanie książki czy gra na gitarze. Podziwiam jakąkolwiek formę aktywności bo ostatnim razem gdy sama wzięłam się właśnie za twórcze malowanie kubków to po pierwsze robiłam to z cycossawką przy piersi a po drugie zasnęłam otoczona farbkami z kubkiem , który oczywiście przykleił się do pościeli...
   Czekam na moment aż młodsza zacznie spać długo i bez żadnych pobudek a ja będę chociaż wyspana. Nie śpię od 2,5 roku i mam dosyć braku własnego życia, własnego ja. Tak po prostu dosyć istnienia dla obiadów, prania,prasowania i nigdy niekończących się zabaw, które są wspaniałe ale każdy ma kiedyś dość.
  Chyba będę pisała książkę, o niezależnej singielce oczywiście. Bo przecież nie o matce w dresie z miską prania w ręku.... ;)
A dla odmiany zdjęcie-Świnoujśie dwa lata temu i ja tak samo zmęczona jak dzisiaj ale chociaż chuda ;) (ta w czerwonych spodniach na ławce)