niedziela, 31 maja 2015

Nasz dzień dziecka

Z racji tego , że mojego syna na codzień roznosi energia więc często wymyślam jakieś atrakcje żeby ją trochę okiełznać, na dzień dziecka było w miarę spokojnie. Stwierdziłam że ja i bez dnia dziecka już się dosyć nawymyślam miejsc do zwiedzania, bawialni i takich tam. Nie dlatego , że jestem taką super mamą tylko dlatego, że mi samej z tym wulkanem energii w Domu odbija :). Z okazji święta dzieci wybraliśmy się do Jaszkowa, gdzie wypożyczyliśmy na pół godziny kucyka. Zawsze chciałam zaszczepić w moich szkrabach miłość do koni i to był pierwszy krok! Od czegoś trzeba zacząć ... Synu był zafascynowany pierwsze 15 minut a pózniej największą atrakcją stał się soczek ze słomką czekający na niego w aucie. Za to młodsza była podekscytowana  od początku do końca i wysiedziała na kucu dłużej niż starszy. Kocha zwierzęta jak mama ;) Liczyłam jednak na większą radość i entuzjazm z ich strony.
  Z rana były jeszcze wielkie lody a po południu grill u rodziny, gdzie dzieci miały chybą największą frajdę. Czasem człowiek staje na głowie , żeby wymyśleć dzieciakom coś ekstra a oni i tak najbardziej cieszą się z odwiedzin kuzyna albo słodkiego ulepu do picia przez słomkę. 
  Kolejny raz potwierdza się złota zasada, że im bardziej się człowiek stara tym gorzej wychodzi ;)


5 komentarzy:

  1. Fajnie spędziliście ten dzień :-) Mojej córki był pierwszy, myślę że go odczuła bo było wyjątkowo :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Zawsze gdy zabierałam moją klasę na wycieczki to największą atrakcją była zawartość plecaka czyli smakołyki spakowane przez mamy, dzieci chyba już tak mają ;) ale założę się, że zostaną im w głowach fajne wspomnienia :) Pozdrowienia :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Dzieci tak chyba mają, że potrzebują wspólnie spędzonego czasu z bliskimi i... słodkości:) Lub innych smakołyków:) A tak serio. to chyba nie ważne są rozrywki i wielkie atrakcje. Dzieci na prawdę potrafią się cieszyć z małych rzeczy i powinniśmy się tego od nich uczyć.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ty wiesz, że masz rację? Ile razy człowiek się nagimnastykuje, nawymyśla a największą frajdę daje dziecku zupełnie coś innego, zwykłego (dla nas) :-))

    OdpowiedzUsuń
  5. Dokładnie tak! Jakiś czas temu przyjechała do nas kuzynka mojej córki - od kilku dni zastanawiałam się co jej kupić na prezent i ostatecznie zdałam się na wybór Łucji - mała piłeczka na sznurku (za 2zł!!!!). Nie uwierzyłabym, że taka mogą miec frajde z takiej piłeczki, gdyby na własne oczy tego nie widziała

    OdpowiedzUsuń