sobota, 6 czerwca 2015

Już nie wróci


  Dopadła nas wczoraj z Kasią nostalgia, kiedy to wspominałyśmy nasze młodzieńcze lata. Nie żebyśmy teraz były babciami ale chodzi o tą młodość i wolność zanim człowiek staje się dorosły.          To słuchanie piosenek i układanie w głowie teledysków ze swoim udziałem. Wzdychanie do beznadziejnego typa, który wtedy był całym Światem i wszystko się z nim kojarzyło. Magiczne miejsca i zapachy, ciarki na plecach przy dotyku i rozmyślania o miłości i sensie życia do późnej nocy. 
  To, że zawsze znajdowałam inną perspektywę na swoje życie po rozmowie  przy papierosach ze współlokatorem. Poczucie wyjątkowości i tego , że nasza miłość jest jedyna i nikt takiej nie zaznał.   Teraz wszystko jest w najlepszym porządku. Życie płynie swoim spokojnym torem a my jesteśmy naprawdę szczęśliwe i spełnione ale czasami tęskno się robi za tymi ,, dygotami" :)

  

niedziela, 31 maja 2015

Nasz dzień dziecka

Z racji tego , że mojego syna na codzień roznosi energia więc często wymyślam jakieś atrakcje żeby ją trochę okiełznać, na dzień dziecka było w miarę spokojnie. Stwierdziłam że ja i bez dnia dziecka już się dosyć nawymyślam miejsc do zwiedzania, bawialni i takich tam. Nie dlatego , że jestem taką super mamą tylko dlatego, że mi samej z tym wulkanem energii w Domu odbija :). Z okazji święta dzieci wybraliśmy się do Jaszkowa, gdzie wypożyczyliśmy na pół godziny kucyka. Zawsze chciałam zaszczepić w moich szkrabach miłość do koni i to był pierwszy krok! Od czegoś trzeba zacząć ... Synu był zafascynowany pierwsze 15 minut a pózniej największą atrakcją stał się soczek ze słomką czekający na niego w aucie. Za to młodsza była podekscytowana  od początku do końca i wysiedziała na kucu dłużej niż starszy. Kocha zwierzęta jak mama ;) Liczyłam jednak na większą radość i entuzjazm z ich strony.
  Z rana były jeszcze wielkie lody a po południu grill u rodziny, gdzie dzieci miały chybą największą frajdę. Czasem człowiek staje na głowie , żeby wymyśleć dzieciakom coś ekstra a oni i tak najbardziej cieszą się z odwiedzin kuzyna albo słodkiego ulepu do picia przez słomkę. 
  Kolejny raz potwierdza się złota zasada, że im bardziej się człowiek stara tym gorzej wychodzi ;)


czwartek, 28 maja 2015

Matka wybrała się na kawę.

Pierwszy raz od prawie roku pojechaliśmy na kawę z moim przyjacielem i było super. Bez histerii w aucie, obsikanych spodni , spocenia się z nerwów i wysiłku. Ładnie ubrani ( naprawdę długo wytrzymaliśmy bez plam) uśmiechnięci. Spędziliśmy przyjemnie czas w Republice róż, obżarliśmy się słodyczami i zahaczyłam o reserved kids ;) mam nadzieję, że oni po prostu trochę dojrzeli i to nie był jeden wyjątkowy dzień dobroci. Dziwnie tak powrócić do żywych. Teraz dużo bardziej  doceniam zwyczajne chwile , np. Kiedy mogę pośpiewać sobie w aucie a dzieci cichutko jadą z tyłu albo porozmawiać na spokojnie z drugim człowiekiem. Nie o pieluchach i zupkach tylko o innym Świecie, który naprawdę istnieje tylko ja o tym trochę zapomniałam ! 



poniedziałek, 25 maja 2015

Mam farta

Dzisiaj leżąc w wannie i nasłuchując Czy przypadkiem już nie muszę biec cała mokra i prawie goła do krzyczącego dziecka myślałam sobie o tym jak to ja i moi znajomi mamy dobrze. Problemy typu brzydki brzuch po porodzie, niegrzeczne dziecko, brak kasy na chciejstwa czy kłótnie z mężem mogą nam nieźle uprzykrzyć życie. Jednak czym one są wobec tego co się dzieje na  Świecie. Wystarczy szerzej otworzyć oczy żeby dostrzec jakimi jesteśmy szczęściarzami i jakie to szczęście jest kruche. Dręczą mnie cholerne myśli o konfliktach i pragnę tylko tego , żeby żadne zło nie dosięgło moich dzieci. Zrobiłabym wszystko żeby mogły żyć w spokoju. Spokój... To jedyna rzecz jakiej teraz pragnę ponad wszystko. 


piątek, 22 maja 2015

Rogale cioci K.

Czy też tak macie, że wieloskładnikowe przepisy o długim i skomplikowanym opisie przygotowań, Was odrzucają? Może jestem mało ambitna,  ale przy Leonie szukam raczej przepisów na szybkie i proste ciasta/desery /potrawy .
Przed wczoraj w tą okropna szaruge nie ruszyliśmy się z domu.  Starałam się jednak z całych sił żeby nie był to zmulony dzień. Spojrzałam co też mam w lodówce. Drożdże! ! Pozostało pół kostki od niedzielnej pizzy. Jako, że ciasta drożdżowego zawsze się bałam (wydawało mi się zawsze skomplikowane ze względu na zaczyn i to, że musi ładnie wyrosnąć) to początkowo pełna obaw postanowiłam zrobić rogale z marmolada przepisu cioci.  Wyszły super! Robi się łatwo i szybko. Polecam! !
A to przepis.
Składniki
Pół kostki drożdży tj 50 g
szklanka ciepłego ale nie gorącego mleka
mąka ok 4 -5 szklanek  (do podsypywania wychodzi więcej)      
3 jaja                                        
3/4 szkl oleju      
6 łyżek cukru                  
Słoik marmolady    
       
 Przygotowanie :
Robimy zaczyn: do ciepłego mleka wrzucamy rozdrobnione drożdże oraz 3 łyżki cukru mieszamy aż do rozpuszczenia drożdży ,następnie wlewamy do miski z jedną szklanka mąki - mieszamy wszystko razem i odstawiamy w ciepłe miejsce do wyrośnięcia.
Kiedy zaczyn wyrośnie dodajemy resztę składników - olej,  jaja,  3 łyżki cukru,  reszta mąki. Mieszamy drewniana łyżka i ponownie odstawiamy w ciepłe miejsce do wyrośnięcia ( ciasto musi podwoić swoją objętość). Kiedy to nastąpi wyrabiamy ciasto ręką podsypujac mąka tak ,żeby się nie kleiło pamiętając jednak żeby nie przesadzić z mąka!  Dzielimy ciasto na 4 części.  Każdą rozwałkować na okrąg i podzielić go na trójkąty.  W każdy trójkąt umieszczamy około  łyżeczki marmolady i zawijam rogale.
Kładziemy na blachę wyłożona pergaminem i pieczemy w 220 stopniach około 12 minut (w opcji z termoobiegiem ).
Kiedy się schłodzą to lukrujemy!
No a później zajadamy ( ja lubię jeszcze lekko ciepłe wiec nie czekalam na lukier)  Smacznego! !!!

czwartek, 21 maja 2015

Mit kremu w niebieskim, metalowym pudełku

Ostatnio zauważyłam, że ten krem jest  uważany przez wiele kobiet za złoty środek na wszystko i cudowny kosmetyk. Sama przez wiele lat byłam mu wierna. Kondycja mojej cery zawsze była po prostu poprawna i za bardzo się na tym nie skupiałam. Odkąd stałam się pilną czytelniczką azjatyckiego cukru zaczęłam się trochę bardziej skupiać na tym co nakładam na twarz. Niestety nie mam w sobie tyle zapału , żeby wprowadzać rady cukru w życie ale ostatnio wklepując sobie w twarz grubą warstwę kremu w metalowym, niebieskim pudełku zerknęłam na jego skład, potem poczytałam o poszczególnych składnikach w necie i ... Wyrzuciłam go do śmieci.  Jego kult u mnie upadł w parę chwil. Szukam jakiegoś godnego następcy. Takiego , u którego nie będzie przerostu formy nad treścią :) polecicie coś dobrego? 

wtorek, 19 maja 2015

Gdy rodzi się high need baby

  W ciąży leżysz sobie na kanapie, gładzisz po brzuszku i myślisz jak to będzie cudownie gdy Twoje dzieciątko będzie już na Świecie. W końcu będziesz chuda i zadbana. W czasie gdy dzidzia będzie słodko spała w łóżeczku , Ty się umalujesz, uczeszesz i ładnie ubierzesz. Potem nakarmisz dzieciątko piersią, żeby mieć na kolejne trzy godzinki spokój, wsadzisz w wózek i pójdziesz czytać książkę do parku, jak te wszystkie inne matki. 
  Rodzisz .... I oprócz ogromnej miłości pojawia się także ogromne rozczarowanie. Nazwijmy rzeczy po imieniu. 
  Dzieciątko drze się non stop, ma gdzieś Swoje łóżeczko z haftowaną pościelą i baldachimem, żąda karmienia co 15 minut i ,, karmi się" przez kolejne 40. Przerabiacie: kolki , masaże brzuszka, skakanie na piłce , specjalną dietę eliminacyjną, szum suszarki. Wszystkie sposoby albo pomagają na chwilę albo wcale albo są tak ciężkie w wykonaniu , że masz łzy w oczach ze zmęczenia. 
  Śpicie z mężem na zmianę. On masuje brzuszek, buja i śpiewa a Ty śpisz potem na odwrót. Jeszcze później mąż wraca do pracy a Ty zostajesz z wymagającym dzieciątkiem sama i wtedy dochodzi kolejny gwóźdź do trumny. Dobre rady. ,, daj mu popłakać, niech się dotleni" ,, tak nauczyłaś, tak masz" ,, Może za ciepło go ubierasz? Źle karmisz , nie masz pokarmu , w ogóle wszystko robisz źle". Gdy kolejny raz słyszysz , że dziecko koleżanki już w zasadzie przesypia noce a Ty jesteś beznadziejna , bo Twoje tylko potrafi ryczeć. Kiedy znowu cały dzień chodzisz z piersią na wierzchu , w pidżamie i nawet już sama się nie orientujesz kiedy Twój biust jest w staniku a kiedy nie to jest ten moment, w którym Twoje marzenia o idealnym macierzyństwie umierają bezpowrotnie. 

   Przeżywałam to przy pierwszym synku.  Mogę tylko poradzić aby: 
1. Uzbroić się w cierpliwość. Wisi na piersi , niech wisi- za 3 miesiące przestanie , za 5 będziesz  za tym 
tęsknić 
2. Wymyślić cięte riposty na dobre rady. Specjalnie go uczysz, żeby zasypiał na piłce bo w ten sposób jesteś aktywna i masz super tyłek. 
3. Uświadomić sobie, że porządek w domu wróci dopiero za jakieś dwa lata i albo znaleźć.sprzataczkę albo polubić bałagan.
4. Znaleźć pomysł na oswojenie nowej rzeczywistości. Kiedy nasz synek uspokajał się tylko w pozycji ,, na nietoperza". Ja odpalałam sobie Przepis na życie i chodziłam z nim po pokoju, relaksując się przy serialu. 
5. Zmienić dawne przyzwyczajenia odnośnie dbania o siebie. Kiedyś zawsze kręciłam sobie włosy i nakładałam podkład, róż, malowałam oczy. Teraz polubiłam proste włosy, zmieniłam fryzurę żeby rano wystarczyło je umyć i wysuszyć ( polecam długie włosy bez grzywki) Pełną tapetę zastąpiłam zadbaną cerą( dobry krem, zero opalania) , korektorem pod oczy( trzeba zamaskować sińce ) i tuszem do rzęs. Nie chodzi mi o to, że masz przestać o siebie dbać ale znajdź patenty żeby robić  to szybciej. :) 
6. Nie porównywać swojego dziecka z innymi. Ono jest wyjątkowe i najlepsze na świecie :) Pomyśl sobie , że to właśnie  dzięki niemu wyjście do dentysty- rzeźnika kojarzy Ci się z cudownym relaksem. Nikt inny nie dał Ci takiej lekcji cierpliwości i wytrwałości jak Twoje wspaniałe dziecko! 
Mój 2,5 letni high need baby Na lodach 

poniedziałek, 18 maja 2015

Nie taki diabeł straszny. Czyli kilka słów o porodzie.

Czego się ciężarna nasłucha przed rozwiązaniem to głowa mała.  Ogólnie jakoś wszyscy zaczynają czuć potrzebę dzielenia się mrożącymi  krew opowieściami z porodówek z kobietami w ciąży.  Co ja się nasluchałam.  Im bliżej rozwiązania tym szybciej chciałam mieć to już za sobą. To cierpienie, tą masakrę.

No ale wszystkie przyszłe mamy!  Mam pocieszenie!  Wszystko zależy od nas. To jak będziemy odczuwać poród zależy od tego jaki mamy próg bólu,  czy jest ktoś z nami, jak się do nas odnosi personel medyczny i przede wszystkim jakie jest nasze nastawienie!
Osobiście poród wspominam bardzo dobrze. Bez znieczulenia (nie chcialam) da radę! Nie wiem czy trafiłam na taką ekipę w szpitalu czy tam tak po prostu jest,  ale stosowano się do wszystkich punktów mojego planu porodu (warto go mieć! ), a kiedy coś miało być inaczej pytano mnie o zdanie wszystko wyjaśniając.  Czułam ze moje zdanie jest szanowane.  Pomagano mi zrealizowac mój cel ,by urodzić jak najbardziej naturalnie. Na bieżąco mówiono jak niwelować ból oddechem.
Ból był silny, ale w moim odczuciu nie aż tak, by krzyczeć ze umieram.  ;) był silny, ale do zniesienia.  Na  prawdę przez te historie nastawiałam się na coś dużo gorszego. Myślę, że nie warto.  Jest to tak indywidualna sprawa, że bez sensu jest się nakręcić, denerwować i stresować wystarczy ,że cały czas martwimy się o dziecko.

Życzę wszystkim ciężarnym odporności na historię z piekła rodem. Dużo siły i spokoju.

A inne mamy jak wspominają swoje porody?  Też byłyście częstowane opowieściami życzliwych ludzi?  ;)

A ból mija jak tylko położą dziecko na piersi.  Jedyne co sprawdziło się z opowieści ;)

czwartek, 14 maja 2015

Wielki wielki leń

     Tak bardzo podziwiam mamy, które są w podobnej sytuacji co ja- dwójka maluchów i wiecznie zajęty mąż a jednak znajdują motywację żeby wieczorem nie paść na twarz i zasnąć ze ślinotokiem tylko w jakiś tam sposób się rozwijają i robią coś dla siebie. Obojętnie czy jest to wyszywanie, ćwiczenia, pisanie książki czy gra na gitarze. Podziwiam jakąkolwiek formę aktywności bo ostatnim razem gdy sama wzięłam się właśnie za twórcze malowanie kubków to po pierwsze robiłam to z cycossawką przy piersi a po drugie zasnęłam otoczona farbkami z kubkiem , który oczywiście przykleił się do pościeli...
   Czekam na moment aż młodsza zacznie spać długo i bez żadnych pobudek a ja będę chociaż wyspana. Nie śpię od 2,5 roku i mam dosyć braku własnego życia, własnego ja. Tak po prostu dosyć istnienia dla obiadów, prania,prasowania i nigdy niekończących się zabaw, które są wspaniałe ale każdy ma kiedyś dość.
  Chyba będę pisała książkę, o niezależnej singielce oczywiście. Bo przecież nie o matce w dresie z miską prania w ręku.... ;)
A dla odmiany zdjęcie-Świnoujśie dwa lata temu i ja tak samo zmęczona jak dzisiaj ale chociaż chuda ;) (ta w czerwonych spodniach na ławce)

środa, 29 kwietnia 2015

Łapię chwile.

Półtora miesiąca, minęło tak szybko!! Jestem mamą od 7 tygodni! I już wiem, że można kompletnie dostać fioła na punkcie swojego dziecka :D
Zupełnie się nie dziwię, że można godzinami opowiadać o pierwszym uśmiechu swojego szkraba.  O tym jak wzrok juz podąża za nami. Jak płacze o przewidywanych porach karmienia lub uspokaja się w kąpieli!  Już wcale mnie to nie dziwi, że można chciec się dzielić tymi małymi postępami!          
Cały czas mam ochotę całować stópki mojego synka.  Jego czółko.  Zastanawiam się czy on czuje jak ogromnym uczuciem go obdarzam? Jak tęsknię kiedy śpi?  ( o tu ten mały paradoks się wkrada,  czasem pragnę żeby już spał, jak zaśnie to czekam z niecierpliwością, kiedy się w końcu obudzi!).
Ogólnie to chyba nic odkrywczego nie napisze.  Zakochałam się w swoim dziecku jak chyba każda matka.

Napawam się każda chwilą bliskości.  Kiedy tulimy się i czuje jego ciepło, zapach i cichutki oddech, kiedy trzyma mnie za palec kiedy zasypia!  Nie mogę się nadziwić tym uczuciom, emocjom jakie temu towarzyszą.  Niesamowicie piękne chwile, które są mi dane, a wcześniej nie były mi znane.
I choć mogłabym pisać o tym , że wcale nie jest tak, że dzieci tylko śpią i robią kupkę, bo zdarza się, że mają gorsze dni,  kolki i inne takie, ale dziś o tym nie będzie, bo mój Maluch właśnie zasnął mi na rękach z lekkim uśmiechem na swojej małej buźce wiec o żadnych gorszych chwilach teraz nie myślę :)

Czy miłość matki do dziecka nie jest wyjątkowa? Niesamowicie bezinteresowna i bezwarunkowa?  I choć nie u każdego przychodzi od razu to kiedy w końcu się pojawi jest najsilniejszą z wszystkich typów miłości, bo podbija ją instynkt, który podpowiada nam, że ta mała istotka jest kompletnie zależna od nas, bezbronna  i zdana na nas. To budzi odpowiedzialność i daje siłę.

Na pewno wiem jedno po tych 7tygodniach, chcę być tu gdzie jestem, w tym czasie i w tym miejscu :)


poniedziałek, 23 marca 2015

Dłonie matki

Zawsze byłam lekko zboczona na punkcie paznokci. Na studiach malowałam co drugi dzień. Nie mogłam normalnie żyć, jeżeli miałam chociażby najmniejszy ubytek w lakierze;)  Dzisiaj będąc z dziećmi na placu zabaw i wciskając swoje xxxxl dupsko w zjeżdżalnię spojrzałam na swoje dłonie i pomyŚlałam ,, Matko, czy Ty jesteś jeszcze w ogóle kobietą?" Skóra taka sucha, że mogłabym ziemniaki na niej ścierać, lakier to jakieś śmieszne resztki z malowania, którego już nawet nie pamiętam i wszędzie pozaciągane skórki.  Dłonie są Twoją wizytówką. JakĄ ja mam wizytówkę? Wolę nie myśleć. Marzy mi się sesja u kosmetyczki i zadbane, metrowe szpony ale póki co zostanę przy kremie do rąk i zmywaczu do paznokci. A jak tam Wasze dłonie przy dzieciach? Macie czas na dbanie, robicie tylko to co konieczne czy może zapuściłyście się tak jak ja ale wykazujecie chęć poprawy?:)
 To robiłam zamiast zadbać o dłonie
 Kolejną bolączką moich dłoni jest tzw. Kciuk matki, który doskwiera mi już od paru tygodni. Boli i przeszkadza ale jak tu unieruchomić staw skoro non stop jest potrzebny ? 

wtorek, 24 lutego 2015

Ceny mleka mnie przerażają

Zaczęłam pisać ten post w stylu ,, nasza mleczna przygoda trwa już... Bla bla bla" i uświadomiłam sobie , że po pierwsze nikogo nie obchodzi ile trwa nasza przygoda, po drugie napewno jest już milion takich historii jak moja i na bank nie ja pierwsza będę zachwycać się tym, że karmię a mleko modyfikowane takie drogie. Ja oszczędna matka Polka. Po trzecie oczami wyobraźni widziałam swój wpis na ,, beka z mamuś na forach " i milion komentarzy w stylu ,, urodziła i mleko zalało jej mózg". Chciałam, naprawdę chcialam opisać jak to u nas wyglądało i jak jest cudownie, ile kp ma plusów ale może spuszczę na to zasłonę milczenia i zostawię w sferze swojej prywatności. Niech piszą inne, które lepiej to potrafią i lepiej znają się na rzeczy. Tymczasem powiem tylko , że warto karmić piersią dla tej bliskości z dzieckiem i oszczędności ;) fajnie być chociaż przez rok dla kogoś całym Światem.  
 Swoją drogą trzeba mieć talent , żeby nawet z takiego fajnego tematu powstał taki gniot jaki przed chwilą skasowałam:)
Tak jeszcze na poprawę humoru : nasz skarpetkowy potwór :)

wtorek, 3 lutego 2015

36 tydzień


Wszystko gotowe! Teraz czekamy :D torba spakowana (udało się zmieścić w mniejszą) Plan porodu już prawie na wykończeniu, trasy alternatywne do szpitala wyszukane i przetestowane! W czwartek wizyta i dowiemy się dużo więcej. Ile Leon waży (ostatnio 3 tygodnie temu było to 2200g!), czy odstawiamy Luteinę i inne :) Będzie też pobrany GBS. Wynik na odczyn Wassermana ujemny, już w dokumentach. Niestety „nie zrozumiałyśmy się” z panią laborantką i zrobiła mi również badanie na przeciwciała HBS zamiast na antygen HBS. Pani twierdzi, że mówiłam przeciwciała (może wyjdę na jakąś z kosmosu, ale nawet nie wiedziałam, że badanie na przeciwciała HBS istnieje ;)), a ja po prostu pokazałam jej kartkę od pani doktor gdzie jak byk napisane jest BADANIE HBS ANTYGEN. Kasa poszła, a pani w żywe oczy kłamie. Słowo przeciwko słowu. Tak więc muszę jeszcze raz jechać tym razem na poprawne HBS Ag.


No i na koniec niestety bez antybiotyku się nie obyło. Wdarła się infekcja i trzeba ją zwalczyć. Przechodzi u mnie bezobjawowo to jednak wyniki nie kłamią ;) Mimo początkowych chęci pani doktor żeby zwalczyć ją bez obciążania antybiotykami to niestety nie udało się. Damy radę!
Naszło mnie na przemyślenia, że odkąd jestem w ciąży i wiem, że siedzi we mnie mały człowieczek inaczej „dbam o siebie”. Pomijam fakt zmiany diety na zróżnicowaną, wieloowocowa i wielowarzywną ,o niskim indeksie glikemicznym. Badam się przecież co miesiąc, a jak trzeba to i częściej, morfologia, mocz, TSH, wszystko pod pełną kontrolą. To niesamowite, bo jeśli by chodziło tylko o mnie pewnie zupełnie zbagatelizowałabym fakt infekcji skoro jest ona bezobjawowa ! Nie jeździłabym na czczo co chwilkę na kolejne badania. Dziecko zmienia świat jeszcze zanim na niego przyjdzie!!

Ostatnio pytają mnie czy się boję, bo to już tuż tuż. Bez ściemy powiem, że nie. A dlaczego? Bo po prostu nie wiem co mnie czeka :D  A nie nastawiam się. Nie oglądam filmików na youtube, nie słucham krwawych opowieści z porodówek. Wiem jak to wygląda fizjologicznie, wiem, że musi boleć i tyle. Przecież nie jestem w stanie przewidzieć jak to u mnie będzie.
 No i… Nic nie jest w stanie zmącić mojego szczęścia związanego z tym, że już nie długo, jeszcze trochę  i utulę mojego synka!! :) 




Taaaakii brzuchol już mamy!! :)
 

sobota, 31 stycznia 2015

Uwięzieni w domu- zabawy z dwulatkiem

Z racji tego , że styczeń nie był dla nas zbyt łaskawy i prawie cały kisiliśmy się w domu chorzy ,wspięłam się na wyżyny pomysłowości w wymyślaniu zajęć dla mojego rozbrykanego dwulatka. Ozdoby z masy solnej , malowanie farbkami i robienie laurek było już w grudniu także styczeń mijał nam pod hasłem nożyczki, plastelina, zmywalne puzzle, tablica na kredę, kukiełki wycięte z gazet i naklejone na patyczki, bazy z poduszek i kocy. Czas leciał szybciej rownież jeżeli wykosztowałam się na zestaw naklejek za 1,70 zł lub napełniłam miskę wodą i zrobiłam basen dla zabawek. Pozwoliłam rownież zrobić sobie makijaż( także na plecach) i wiele wiele innych rzeczy. Jednak to wszystko, te wszystkie starania i tak były mało warte w porównaniu do spotkania się z ulubioną koleżanką po prawie miesiącu niewidywania dzieci. Ehhh... Jednak mama nie może dać synkowi w życiu wszystkiego:D Jestem dumna, że do mnie dotarło to tak wcześnie bo niektórym matkom zajmuje to dużo dużo więcej czasu. 

niedziela, 25 stycznia 2015

Depresja dwulatka

Zupełnie na początku zaczęło się od pojawienia się na Świecie siostry. Niby dobrze to zniósł, wszystko robiliśmy tak jak każą ale jednak po paru miesiącach zazdrość się ujawniła i zaczęła mu doskwierać. Potem dobiła nas choroba, która zaczęła się w sylwestra i w zasadzie trwa do dzisiaj tyle, że to już jakiś inny bakcyl. Nigdy już nie będę komentować matek chorowitych dzieci ,, On ciągle choruje bo ona źle go karmi, ubiera, itp." Dwulatek uwięziony na miesiąc w domu z młodszą siostrą, o którą jest zazdrosny i wychodzący tylko na krótkie spacerki .  Normalnie zaczął zachowywać się jak werter lub zajechany życiem, zdesperowany 40latek. Pomimo mojego stawania na głowie , pomógł dopiero zaplanowany wcześniej wyjazd do znajomych. Młody mógł się bawić całe dnie z ich 4letnią córeczką , która stała się balsamem na jego smutną duszę.
  Też nigdy nie byłam typem domatora a mój syn jest moim dokładnym odbiciem. Po powrocie juz mam zaplanowane pierdylion zajęć rozrywających moje dziecko.

czwartek, 8 stycznia 2015

2014. 2015. 33 tydzień.



Wszędzie widzimy podsumowania na blogach. Skoro już się skończył rok 2014 z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że był on piękny ;)
Pod koniec grudnia 2013 wprowadziliśmy się na nasze mieszkanko. 2014 to były pierwsze 12 miesięcy na swoim. W połowie tego roku zobaczyliśmy też dwie kreski na teście i od tego czasu jesteśmy najszczęśliwszymi przyszłymi rodzicami :)
Dużo zmian było w  roku 2014, nie tylko fizycznych , ale też mentalnych.  Nauczyłam się, że raz na jakiś czas następuję etap który kompletnie przewartościowuje nasze życie. Mamy inne priorytety niż kiedyś, patrzymy na sprawy z innej perspektywy. Ciąża jest właśnie takim moim czasem.

Początek 2015 uczy mnie już cierpliwości. Ze względu na to, że Leon pcha się na świat trochę za szybko, na razie jestem w areszcie domowym z nakazem leżenia, łykania końskich dawek Magnezu i zażywania Luteiny. Za parę dni wizyta i upewnimy się, czy sytuacja się ustabilizowała.  Brzuch twardnieje mi rzadziej więc ja jestem dobrej myśli.  Czasem marudzę, bo ile można leżeć w domu, ale wiem że bywają kobiety co muszą przeleżeć prawie całe 9 miesięcy . Poza tym nie ja tu teraz jestem ważna ;) 

Czy któraś z Was też musiała się „oszczędzać”?

Wyprawka już praktycznie gotowa. Teraz myślę już o pakowaniu torby do szpitala (w końcu w sobotę 33 tydzień!). Chcę to zrobić w przyszłym tygodniu po wizycie. Czytałam już parę blogów co spakować (np Budująca Mama ), co jest zbędne, podpytałam też Ewkę, bo rodziła w tym samym szpitalu o czym można przeczytać TUTAJ . Zobaczymy jak mi pójdzie. Mam dwie torby, jedna miękka, ale dosyć mała ,a druga dość duża ale "walizkowa". Ciekawa jestem w którą się zmieszczę. Zastanawiam się czy "walizkowa" w razie czego zmieści się pod szpitalne łóżko ;)





A tu 32 tydzień. Trochę nam się urosło! ;)