środa, 19 listopada 2014

zabawy jak z horroru

Kiedy mój synek po raz kolejny bawił się samochodami w wypadki a ja postarałam się wymyśleć mu inną, mniej drastyczną zabawę to naszła mnie pewna refleksja. Przypomniałam sobie w co ja się bawiłam, jak bardzo było to chore i patologiczne i jak koniec końców wyrosłam na w miarę normalną kobietę, która nawet ani razu nie zapaliła trawki a teraz jest matką dwójki dzieci. Moje lalki puszczały się na lewo i prawo. Obejrzenie Pretty Women jeszcze to spotęgowało. Brały narkotyki aby później cudownie się zakochać i wyjść z nałogu ( nie wiem jak mi się udało przeczytać w wieku 11lat, w ukryciu przed mamą. ,, My dzieci z dworca Zoo"- inspiracja wielu moich zabaw !). Były też strasznymi zołzami i knuły intrygi, których nie powstydziłby się żaden brazylijski serial. Tak, dobrze to wszystko pamiętam i wiem,że jeżeli wasze dzieci od czasu do czasu bawią się w taki sposób,że same nie wiecie skąd im mogło to przyjść do głowy to spokojnie! Wcale nie muszą skończyć jako degeneraci i zgnić w więzieniu, pewnie i tak wyrosną z nich tak porządni obywatele jak ze mnie ;)

poniedziałek, 17 listopada 2014

Porządki.



Nie ma co udzielać rad w temacie sprzątania, ale ja jestem bardzo krytyczna wobec swoich 4 kątów. Strasznie lubię porządek, sprzątanie mnie relaksuje, a brak bałaganu sprawia, że jestem spokojniejsza. Tak mam teraz i tak miałam przed ciążą. Nie wiem jak będzie jak się Malutki urodzi, ale nie panikuję na myśl o tym „chaosie”. Myślę, że damy radę ;) Strasznie jednak nie lubię kiedy zwraca się komuś uwagę na „bałagan” w jego domu. Bo to jego przestrzeń i ma prawo robić to na co ma ochotę (o ile nie zagraża nam inwazja szczurów).
Wiem jak jest trudno znaleźć czas na ogarnięcie. Pracowałam po 12h wiec w dni wolne praktycznie tylko sprzątałam. Po jakimś czasie po obejrzeniu Pani Rozenek stwierdziłam, że nie głupi pomysł to tygodniowy plan sprzątania. Dość popularny ostatnio wieszany na lodówkach harmonogram u mnie gości od dawna. Jest raczej takim luźnym planem, jak z czymś się nie wyrobie, czy nie mam na coś siły to nie wpadam w depresję i nie udzielam sobie nagany. Jest on raczej  zbiorem rzeczy o których nie chce zapomnieć. Odkurzanie, mycie podłóg to takie standardy i o tym pamięta się zawsze. Mam  w swoim planie też kurze, łazienkę, drzwi, szafki w kuchni, przegląd ciuchów w szafach, przegląd produktów spożywczych (terminy ważności), lodówka itd. Oczywiście większość tu wymienionych nie robię co tydzień :D zaznaczone mam np. raz w miesiącu itp. Mi się to przydaję i pomaga. Mam też syndrom odkładnia wszystkiego na swoje miejsce (wszystko w moim domu to miejsce posiada ;) no i zasada trzech P od pani perfekcyjnej domu jest u mnie stosowana. W pokoju, komodzie, w szafkach mam rzeczy Praktyczne, Pamiątkowe albo Piękne. To mi też bardzo pomogło pozbyć się większości bibelotów których miałam mnóstwo na poprzednich mieszkaniach, a im więcej tego stało tym więcej miałam sprzątania. Unikam też „składowania”. Jak zaczęliśmy znosić do domu za dużo reklamówek/siatek zakupowych i zaczęła się robić z nich nieforemna kupka – połowę wyrzuciłam, a na resztę znalazłam pudełko i teraz tam ich miejsce (w końcu są wielokrotnego użytku!). 

Na dzień dzisiejszy staram się nie odkładać czegoś na jutro. Świetnie zdaję sobie sprawę, że  w wielu kwestiach będę zmuszona odpuścić jak się Mały urodzi, ale gdzieś w głowie mam już plan na zorganizowanie pokoju i przestrzeni  tak by kompletny chaos jednak nie zapanował.


 A Wy jak sobie radzicie po urodzeniu Brzdąców? Total chaos czy da się to ogarnąć? A może artystyczny nieład z dziećmi w domu to miły widok? ;)


środa, 12 listopada 2014

Imię.



Nadanie komuś imienia to ogromna odpowiedzialność. Tak myślę. W końcu to decyzja na całe życie. Trudność polega  na tym, że imiona kojarzymy z ludźmi, charakterami, osobowościami, dlatego szukaliśmy takiego, które z nikim konkretnym kogo znamy nam się nie kojarzy. Podobają nam się polskie imiona, ale nie chcieliśmy też bardzo popularnych. Ja wśród znajomych z mojego pokolenia mam  naprawdę dużo Kaś. Często było to dość kłopotliwe. Teraz słyszeliśmy, że bardzo popularne są Franciszek, Antoni, Jakub. Są piękne, ale my chcieliśmy czegoś innego.
Tak naprawdę jeszcze przed ciążą mieliśmy ustalone imiona. Oczywiście nie był to sztywny plan i braliśmy pod uwagę możliwość zmiany.
A było to tak. Natchnęło nas kiedyś na przeglądanie drzewa genealogicznego męża, a tam pradziadek Leon. Okazało się, że u mnie w rodzinie też takowe imię wystąpiło. Tak nam się spodobało. Później ciężko było je przebić ;) Mimo wielu obiekcji stwierdzam, że to rzecz bardzo indywidualna i skoro podoba się mi i mężowi to nie ma o czym mówić. Jedni będą twierdzić, że ktoś ich skrzywdził, bo są Kasią a inni, że Kevinem. Nic nam do tego. Już słyszę w rozmowach próby wyperswadowania nam tego imienia, tylko nie rozumiem, po co? I tak zostaniemy przy swoim. Leon brzmi dumnie, nie jest za długie, poza tym brzuch faluje jak wołam Leoś, a to niepodważalny dowód , że głównemu zainteresowanemu się podoba ;)
A Wy lubicie swoje imiona? Macie jakieś swoje ulubione, albo zakazane? 

Macie jakieś ciekawe historie związane z imionami? Waszymi lub Waszych dzieci?

poniedziałek, 10 listopada 2014

Jak chusta nie rozpieszcza dziecka

Jak tylko zaczęłam nosić córkę w chuście od razu posypała się lawina komentarzy w stylu ,, Tak ją będziesz nosić to później nie będziesz jej mogła odłożyć" ,, Rozpieścisz ją!", itp. Nie zrażałam się bo wygoda i poczucie bliskości związane z chustą wygrały. I tak nosiłam malutką przez ponad dwa miesiące prawie codziennie po około 2,3 godziny. Sprzątała, gotowałam a ona sama się karmiła i słodko sobie spała. Teraz lada chwila skończy 3 miesiące i od paru dni jakoś w ogóle chusty nie używam bo jeżeli córa jest najedzona i wyspana to nie chce być na rękach. Zaczyna się interesować wszystkim co ją otacza i nie domaga się noszenia.
. Mam na to teorię. Myślę,że noszenie na każde jej żądanie wcale jej nie rozpieściło a dało ogromny zastrzyk poczucia bezpieczeństwa i pewności siebie. Córka zostaje na macie, w bujaczku i innych miejscach bo nie boi się,że jak zacznie płakać to nikt jej nie weźmie, zostanie sama.
. Nośmy swoje pociechy kiedy tylko chcą. To trwa tak krótko a daje im tak wiele.

wtorek, 4 listopada 2014

siedem boleści

  Baby blues,depresja poporodowa czy zwykłe przemęczenie? Wszystko ze mną ok czy może dzieje się już coś złego? Bycie matką na pełen etat to swojego rodzaju oderwanie od rzeczywistości. Życie w innym świecie rządzącym się własnymi prawami, bo przecież dzieci mają na wszystko czas. One na wszystko ja na nic. Matko! Jeżeli miewasz dołki to wiedz,że ja też!
  Ciągłe uczucie zmęczenia, monotonia, brak chęci na cokolwiek. Pewnie jeżeli trwa dłużej i bez wyraźnych przyczyn to depresja. Jeżeli jednak jesteś cały dzień w biegu, na picie mówisz piti a na jedzenie am, wyjście do fryzjera to jakieś nierealne marzenie, baa spokojne zrobienie zakupów spożywczych to utopia to chyba nic dziwnego,że czasami ma się wszystkiego dosyć?
  Kocham spędzać czas z moimi dziećmi. Mogę się godzinami bawić z synkiem ale marzę czasami o jednym dniu spędzonym w samotności, w łóżku z laptopem i ptasim mleczkiem . Naładowałabym baterie. Czasami też wyobrażam sobie,że jestem niezależną singielką żyjącą dla przyjemności i dzikiego seksu( jest takie coś?) albo zapracowaną bizneswomen robiącą wielką karierę. Nie,nie zamieniłabym się ale pomarzyć zawsze można. Można, żeby odpędzić plątającego się pod nogami doła.
  Poranne czynności zawsze w biegu, gdzieś pomiędzy rozrzuconym jedzeniem a płaczem córki, zakupy w biegu, jakiś spacer, bieg do domu na karmienie, usypanie. Chwiiiila wolnego na prasowanie,obiad, mycie łazienki i inne relaksujące czynności. Następnie obiad, czasami znowu spacer a jak nie to jakieś dzikie zabawy, sprzątanie, może jacyś goście i w końcu pojawia się ON. Mój wyczekany mąż, Robimy coś razem, kąpiemy, ogarniamy dom i dzień się kończy. Najczęściej spaniem na popielniczkę po 5 sekundach od położenia się do łóżka. Chciałoby się pojechać z nim do spa, kina albo na samotny spacer za rękę. Musimy jeszcze trochę poczekać. Pewnie wtedy będzie mi brakowało tego chaosu. Tak w kółko i tak źle i tak nie dobrze.
  Musiałam się wyżalić tutaj bo na co dzień nie wypada mówić o takich problemach. Ludzie albo odpowiedzą tobie, że jesteś przemęczona i urwą temat albo stwierdzą.że sama tego chciałaś. Tak, jeżeli ktoś jest przemęczony po dniu w pracy to też uważam,że sam tego chciał. Trzeba było nie iść do roboty ani się nie rozmnażać. Z resztą chyba nikt nie lubi słuchać czyjegoś gderania więc wyrzucam z siebie,wmawiam,że jest super i działam dalej jako matka niepokonana. Tylko dla nich.

Te małe stópki zawsze poprawiają mi humor.