środa, 15 października 2014

Już się tak nie bawię.




Zdziwiło mnie ostatnio jak otoczenie traktuje kobiety w ciąży.  Zachowania bywają od skrajnie nie miłych do ogromnie życzliwych. W autobusie pełnym ludzi nikt nie zaproponował mi miejsca siedzącego. W kolejce  w sklepie nie mam pierwszeństwa (wyjątek Ikea i Superpharm). W kościele kobiety starsze mnie „podsiadają”, albo patrzą spod byka jak nagle muszę usiąść, bo zakręci mi się w głowie. Był ostatnio miły Pan który uratował moją wizję życzliwości i ustąpił mi miejsca w dusznej aptece pełnej chorych ludzi. 

Zaczęłam sobie przypominać jak ja reagowałam na ciężarne zanim w ogóle zaczęłam planować powiększenie rodziny. Ja po prostu ich nie zauważałam! Nie zwracałam uwagi, chyba że mijał mnie jakiś hardcorowo duży brzuszek to spojrzałam. Ignorowałam je bo mnie to nie dotyczyło.  

Jednak nigdy nie wymagałam od ciężarnych znajomych „wyjścia na piwo” i nie miałam pretensji jak nie chciały spotykać się późno wieczorem na mieście.

Ostatnio otrzymałam taką propozycję :) Wyjścia na piwko wieczorem na starówkę. No cóż. Pomijam fakt, że chodzę spać o 22.00, bo to by można było nagiąć i położyć się później. Może są ciężarne, które lubią sobie wieczorem wyjść i posiedzieć w barze, ale mnie osobiście to nie bawi. Wolę się spotykać w godzinach gdzie mam najwięcej energii, gdzie stężenie ludzi z kuflami piwa i papierosami w ustach na metr kwadratowy  jest raczej małe. Powinnam się może dostosować? Nagiąć swoje ciążowe przyzwyczajenia? Ale tu właśnie pojawia się pewien rodzaj nowej hierarchii. Nagle moje priorytety kompletnie się zmieniły. Mam inne rozrywki.( Nie?)stety , ale zaczynam lepiej dogadywać się z młodymi kobietami z dziećmi lub ciężarnymi. To one najczęściej chętne ustąpić miejsca lub przepuścić w kolejce. Młode matki. One wiedzą. Taka kolej rzeczy. 
Przykro mi ale, nie pójdę na razie „na piwko”,  bo ja  się teraz tak nie bawię.



PS: 20 tydzień powoli dobiega końca ;)


5 komentarzy:

  1. Doskonale to rozumiem. Przed ciążą też lubiłam wychodzić wieczorami, a kobiet z brzuszkiem niemal nie zauważałam. Dopiero w ciąży wszystkie nagle "wyrosły" na ulicy, wszędzie je dostrzegałam. W większości przypadków spotykałam się na szczęście z życzliwością ludzi, chociaż kilka razy zrobiło mi sie przykro, kiedy zignorowano mój brzuch albo nie przepuszczono w kolejce. Oby w naszym kraju działo się w tym względzie coraz lepiej!

    OdpowiedzUsuń
  2. Oj, znam to dobrze. W moim przypadku - a było to kilka lat temu - miałam wrażenie, że niechęć społeczna rośnie proporcjonalnie do objętości mojego brzucha:). Nigdy nie zostałam przepuszczona w kolejce (nawet przy kasie z pierwszeństwem w Ikei rezolutny pan udawał, że mnie nie widzi, emerytka w Polo z niewinnym uśmiechem usiłowała wcisnąć się przede mnie "tylko z jedną śmietanką"), u lekarza (tu nawet z dzieckiem, które wówczas nie skończyło roku), w kolejce do toalety w centrum handlowym (litościwa Pani inkasująca należności wpuściła mnie do toalety dla niepełnosprawnych). Nie ma litości, nie ma przebacz, wręcz przeciwnie nawet. Z empatią, z kulturą u nas kruchutko, niestety... Szybko nauczyło mnie to asertywności i głośnego domagania się własnych praw - innego wyjścia nie widzę;). Pozdrawiam cieplutko, nie daj się, mimo wszystko - magiczny czas przed Tobą:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję. Powoli uczę się asertywności. Na pewno mi się przyda. Nie wiem czy to czasy, czy ten kraj sprawia, że na prawdę o wszystko co nam się należy trzeba walczyć.

      Usuń
  3. Pamiętam, jak dziś, sytuację, kiedy byłam w ósmym miesiącu ciąży. Brzuch miałam na prawdę gigantyczny i wyglądałam tak, jakbym była co najmniej w ciąży bliźniaczej... Siedziałam sobie w autobusie przy oknie. W okół pełno ludzi. Już przez sam fakt, że tylu ludzi jest na tak małej powierzchni - było mi słabo. Obok mnie siedziała starsza pani. W pewnym momencie na przystanku weszła do autobusu młoda dziewczyna, z troszkę mniejszym brzuszkiem niż ja (w piątym, czy szóstym miesiącu) - znajoma tej pani siedzącej obok mnie. I, co na prawdę śmiesznie brzmi, owa starsza pani zwróciła się do mnie z pretensją: "Może byś (waliła mi na "ty") ustąpiła dziewczynie w ciąży?". Byłam tak zaskoczona, że nie wiedziałam w pierwszej chwili, czy ona żartuje, czy też nie. Jakaś kobietka stanęła w mojej obronie, skrzyczała ją na czym świat stoi, że przecież tylko ślepy albo głupi by nie zauważył, że ja też jestem w ciąży i jeśli któraś z nas dwóch miałaby ustąpić, to właśnie ta starsza pani, zwracająca mi uwagę. Nie odezwałam się. Nie ustąpiłam. Owa starsza pani również nie. Ciężarna znajoma starszej pani stała więc sobie w dalszym ciągu, ale jakoś nie narzekała na to. Ale serio - wspominając tą historię, widzę, jaką ludzie są znieczulicą...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nawet nie wiem jak mam to skomentować... Nie znosze takich babsztyli. Po prostu nie znoszę. Ja jak jeszcze nie byłam w ciąży jadąc autobusem miałam taką krótką historię. Weszła do autobusu kobietka w ciąży z widocznym brzuchem. Nie było za dużo miejsca, ale starsza Pani siedziała na jednym miejscu, a na drugim obok siedziała jej torba więc nie można było się przysiąść. Chciałam wpuścić na moje miejsce ciężarną ale kobieta obok mnie zwróciła uwagę żeby starsza Pani wzięła torbę na kolana lub podłogę, bo miejsce nie potrzebnie marnuje. Ta się oburzyła, że jej tak wygodniej! I co jej będzie mówić co ma robić, na co miły kierowca powiedział, że w takim razie ma zapłacić za jeszcze jeden bilet skoro jej torba też siedzi. :D jakież było jej zdziwienie, a nasza satysfakcja :D

      Usuń