poniedziałek, 13 października 2014

Dlaczego Polna?

Moją córeczkę urodziłam 14sierpnia 2014r. właśnie na Polnej. Jestem bardzo zadowolona z tego wyboru. Dlaczego? Może zacznę od tego jak to było w moim przypadku. Tosia przyszła na Świat przez planowane cesarskie cięcie. Sama operacja przebiegła szybko i bezproblemowo. Na sali pooperacyjnej leżałam wyjątkowo długo tylko dlatego, że w tym dniu było akurat bardzo dużo porodów i były problemy z miejscem. Nie stanowiło to jednak dla mnie problemu bo personel spisał się na piąteczkę( szczególnie miło zaskoczył mnie Pan! położny od noworodków) a ja byłam zajęta pobudzaniem laktacji, na której tak bardzo mi zależało. W zasadzie cały mój pobyt tam to było trzymanie młodej na piersi. Traumę przeżyłam trafiając już na normalną pięcioosobową! salę. W zasadzie oprócz okropnej obsługi w izbie przyjęć to jedyny minus tego szpitala. Wiedziałam o tych salach już przed porodem jednak jak to ja wyobrażałam sobie, że trafię na same super laski, z którymi będziemy sobie siedzieć i plotkować. Sielanka. Pięć kobiet jadących na tym samym wózku. Wspieramy się, pomagamy, śmiejemy razem a dzieciątka tylko jedzą i śpią. Niestety rzeczywistość mocno odbiegała od mojego wyobrażenia... Trafiłam tam już w nocy z wyjącą Tośką. Pomimo moich usilnych starań pokarmu jeszcze nie było. Ja się uparłam, że będę eko,że żadnego sztucznego mleka, itp. Córka domagała się jednak już jakiegoś jedzenia po tylu godzinach bezsensownego ssania. ,,Przyjaciółki" z sali patrzyły na mnie wzrokiem mordercy a dyżurującą położna ze wzrokiem pełnym litości pytała ,, Może jednak przynieść mleko?" W końcu po dłuższym czasie walki z własną córką i ostrą wymianą zdań zgodziłam się na butlę. Moje dziecko zasnęło jak aniołek ale mi sen nie był dany. Drzeć zaczęło się dziecko Pani, która najwięcej gderała, że przez nas spać nie może. Pięcioosobowa sala cechuje się tym, że prawie non stop któreś dziecko ryczy. O spokojnym śnie nie ma mowy ale to i tak jeszcze nic w porównaniu z godzinami odwiedzin. Bo przecież będąc świeżo po porodzie z cycami na wierzchu marzysz tylko o tym aby oglądało Ciebie całe stado czyichś mężów, dzieci, matek, ciotek, itd. W powietrzu unosi się zapach mieszanki perfum, ciast, rosołów, potu i innych cudów. Marzyłam, żeby stamtąd uciec bo jako kobieta mająca jeszcze półtorarocznego synka w domu traktowałam pobyt w szpitalu jako formę odpoczynku. I udało się!!! Zostałam przeniesiona do sali dwuosobowej. Trafiłam na super babkę i do końca było już dobrze. Robiłam co chciałam. Czułam się swobodnie, miałam z kim pogadać i SPAŁAM. Położne pomocne i naprawdę miłe, warunki super i może pomyślicie, że jestem zboczona ale jedzenie pyszne! Tylko ja w ogóle jestem fanką jałowego jedzenia. Z resztą byłam tam tak wygłodniała, że pewnie smakowałby mi nawet karton od butów.
Podsumowując szpital dla mnie ma same plusy:
- Dobrzy lekarze i fajny personel,
- Dobry sprzęt,
- warunki naprawdę bez zarzutów,
- blisko różne sklepy, jakby na gwałt było coś potrzebne to zawsze mąż może wyskoczyć.
Minusem jest izba przyjęć ale to już chyba norma w polskich szpitalach i sale pięcioosobowe jezeli trafi się na taką ekipę jak ja:)
Polecam Wam więc Polną bo jest naprawdę ok i nie piszę tego za pieniądze ani wycieczkę na Karaiby tylko jako ich zadowolona pacjentka.

1 komentarz:

  1. Ja po porodzie również trafiłam na salę pięcioosobową. Jedną dziewczynę wypisali na drugi dzień po 14, drugą przenieśli do sali bliżej noworodków (jej dzieciątko było wcześniakiem i leżało w sali,w której pełno było inkubatorków :( ). Zostałam z dwoma super dziewczynami, które urodziły odpowiednio godzinę po mnie i dwie godziny po mnie. I na prawdę byłam zadowolona - i z warunków, i ze współlokatorek, i z personelu, i z jedzenia też, chociaż tego i tak jakoś nie miałam ochoty za bardzo jeść...
    Tak czy inaczej - rodziłam w Kielcach na Kościuszki i też polecam tą porodówkę ;)

    OdpowiedzUsuń