sobota, 6 czerwca 2015

Już nie wróci


  Dopadła nas wczoraj z Kasią nostalgia, kiedy to wspominałyśmy nasze młodzieńcze lata. Nie żebyśmy teraz były babciami ale chodzi o tą młodość i wolność zanim człowiek staje się dorosły.          To słuchanie piosenek i układanie w głowie teledysków ze swoim udziałem. Wzdychanie do beznadziejnego typa, który wtedy był całym Światem i wszystko się z nim kojarzyło. Magiczne miejsca i zapachy, ciarki na plecach przy dotyku i rozmyślania o miłości i sensie życia do późnej nocy. 
  To, że zawsze znajdowałam inną perspektywę na swoje życie po rozmowie  przy papierosach ze współlokatorem. Poczucie wyjątkowości i tego , że nasza miłość jest jedyna i nikt takiej nie zaznał.   Teraz wszystko jest w najlepszym porządku. Życie płynie swoim spokojnym torem a my jesteśmy naprawdę szczęśliwe i spełnione ale czasami tęskno się robi za tymi ,, dygotami" :)

  

niedziela, 31 maja 2015

Nasz dzień dziecka

Z racji tego , że mojego syna na codzień roznosi energia więc często wymyślam jakieś atrakcje żeby ją trochę okiełznać, na dzień dziecka było w miarę spokojnie. Stwierdziłam że ja i bez dnia dziecka już się dosyć nawymyślam miejsc do zwiedzania, bawialni i takich tam. Nie dlatego , że jestem taką super mamą tylko dlatego, że mi samej z tym wulkanem energii w Domu odbija :). Z okazji święta dzieci wybraliśmy się do Jaszkowa, gdzie wypożyczyliśmy na pół godziny kucyka. Zawsze chciałam zaszczepić w moich szkrabach miłość do koni i to był pierwszy krok! Od czegoś trzeba zacząć ... Synu był zafascynowany pierwsze 15 minut a pózniej największą atrakcją stał się soczek ze słomką czekający na niego w aucie. Za to młodsza była podekscytowana  od początku do końca i wysiedziała na kucu dłużej niż starszy. Kocha zwierzęta jak mama ;) Liczyłam jednak na większą radość i entuzjazm z ich strony.
  Z rana były jeszcze wielkie lody a po południu grill u rodziny, gdzie dzieci miały chybą największą frajdę. Czasem człowiek staje na głowie , żeby wymyśleć dzieciakom coś ekstra a oni i tak najbardziej cieszą się z odwiedzin kuzyna albo słodkiego ulepu do picia przez słomkę. 
  Kolejny raz potwierdza się złota zasada, że im bardziej się człowiek stara tym gorzej wychodzi ;)


czwartek, 28 maja 2015

Matka wybrała się na kawę.

Pierwszy raz od prawie roku pojechaliśmy na kawę z moim przyjacielem i było super. Bez histerii w aucie, obsikanych spodni , spocenia się z nerwów i wysiłku. Ładnie ubrani ( naprawdę długo wytrzymaliśmy bez plam) uśmiechnięci. Spędziliśmy przyjemnie czas w Republice róż, obżarliśmy się słodyczami i zahaczyłam o reserved kids ;) mam nadzieję, że oni po prostu trochę dojrzeli i to nie był jeden wyjątkowy dzień dobroci. Dziwnie tak powrócić do żywych. Teraz dużo bardziej  doceniam zwyczajne chwile , np. Kiedy mogę pośpiewać sobie w aucie a dzieci cichutko jadą z tyłu albo porozmawiać na spokojnie z drugim człowiekiem. Nie o pieluchach i zupkach tylko o innym Świecie, który naprawdę istnieje tylko ja o tym trochę zapomniałam ! 



poniedziałek, 25 maja 2015

Mam farta

Dzisiaj leżąc w wannie i nasłuchując Czy przypadkiem już nie muszę biec cała mokra i prawie goła do krzyczącego dziecka myślałam sobie o tym jak to ja i moi znajomi mamy dobrze. Problemy typu brzydki brzuch po porodzie, niegrzeczne dziecko, brak kasy na chciejstwa czy kłótnie z mężem mogą nam nieźle uprzykrzyć życie. Jednak czym one są wobec tego co się dzieje na  Świecie. Wystarczy szerzej otworzyć oczy żeby dostrzec jakimi jesteśmy szczęściarzami i jakie to szczęście jest kruche. Dręczą mnie cholerne myśli o konfliktach i pragnę tylko tego , żeby żadne zło nie dosięgło moich dzieci. Zrobiłabym wszystko żeby mogły żyć w spokoju. Spokój... To jedyna rzecz jakiej teraz pragnę ponad wszystko. 


piątek, 22 maja 2015

Rogale cioci K.

Czy też tak macie, że wieloskładnikowe przepisy o długim i skomplikowanym opisie przygotowań, Was odrzucają? Może jestem mało ambitna,  ale przy Leonie szukam raczej przepisów na szybkie i proste ciasta/desery /potrawy .
Przed wczoraj w tą okropna szaruge nie ruszyliśmy się z domu.  Starałam się jednak z całych sił żeby nie był to zmulony dzień. Spojrzałam co też mam w lodówce. Drożdże! ! Pozostało pół kostki od niedzielnej pizzy. Jako, że ciasta drożdżowego zawsze się bałam (wydawało mi się zawsze skomplikowane ze względu na zaczyn i to, że musi ładnie wyrosnąć) to początkowo pełna obaw postanowiłam zrobić rogale z marmolada przepisu cioci.  Wyszły super! Robi się łatwo i szybko. Polecam! !
A to przepis.
Składniki
Pół kostki drożdży tj 50 g
szklanka ciepłego ale nie gorącego mleka
mąka ok 4 -5 szklanek  (do podsypywania wychodzi więcej)      
3 jaja                                        
3/4 szkl oleju      
6 łyżek cukru                  
Słoik marmolady    
       
 Przygotowanie :
Robimy zaczyn: do ciepłego mleka wrzucamy rozdrobnione drożdże oraz 3 łyżki cukru mieszamy aż do rozpuszczenia drożdży ,następnie wlewamy do miski z jedną szklanka mąki - mieszamy wszystko razem i odstawiamy w ciepłe miejsce do wyrośnięcia.
Kiedy zaczyn wyrośnie dodajemy resztę składników - olej,  jaja,  3 łyżki cukru,  reszta mąki. Mieszamy drewniana łyżka i ponownie odstawiamy w ciepłe miejsce do wyrośnięcia ( ciasto musi podwoić swoją objętość). Kiedy to nastąpi wyrabiamy ciasto ręką podsypujac mąka tak ,żeby się nie kleiło pamiętając jednak żeby nie przesadzić z mąka!  Dzielimy ciasto na 4 części.  Każdą rozwałkować na okrąg i podzielić go na trójkąty.  W każdy trójkąt umieszczamy około  łyżeczki marmolady i zawijam rogale.
Kładziemy na blachę wyłożona pergaminem i pieczemy w 220 stopniach około 12 minut (w opcji z termoobiegiem ).
Kiedy się schłodzą to lukrujemy!
No a później zajadamy ( ja lubię jeszcze lekko ciepłe wiec nie czekalam na lukier)  Smacznego! !!!

czwartek, 21 maja 2015

Mit kremu w niebieskim, metalowym pudełku

Ostatnio zauważyłam, że ten krem jest  uważany przez wiele kobiet za złoty środek na wszystko i cudowny kosmetyk. Sama przez wiele lat byłam mu wierna. Kondycja mojej cery zawsze była po prostu poprawna i za bardzo się na tym nie skupiałam. Odkąd stałam się pilną czytelniczką azjatyckiego cukru zaczęłam się trochę bardziej skupiać na tym co nakładam na twarz. Niestety nie mam w sobie tyle zapału , żeby wprowadzać rady cukru w życie ale ostatnio wklepując sobie w twarz grubą warstwę kremu w metalowym, niebieskim pudełku zerknęłam na jego skład, potem poczytałam o poszczególnych składnikach w necie i ... Wyrzuciłam go do śmieci.  Jego kult u mnie upadł w parę chwil. Szukam jakiegoś godnego następcy. Takiego , u którego nie będzie przerostu formy nad treścią :) polecicie coś dobrego? 

wtorek, 19 maja 2015

Gdy rodzi się high need baby

  W ciąży leżysz sobie na kanapie, gładzisz po brzuszku i myślisz jak to będzie cudownie gdy Twoje dzieciątko będzie już na Świecie. W końcu będziesz chuda i zadbana. W czasie gdy dzidzia będzie słodko spała w łóżeczku , Ty się umalujesz, uczeszesz i ładnie ubierzesz. Potem nakarmisz dzieciątko piersią, żeby mieć na kolejne trzy godzinki spokój, wsadzisz w wózek i pójdziesz czytać książkę do parku, jak te wszystkie inne matki. 
  Rodzisz .... I oprócz ogromnej miłości pojawia się także ogromne rozczarowanie. Nazwijmy rzeczy po imieniu. 
  Dzieciątko drze się non stop, ma gdzieś Swoje łóżeczko z haftowaną pościelą i baldachimem, żąda karmienia co 15 minut i ,, karmi się" przez kolejne 40. Przerabiacie: kolki , masaże brzuszka, skakanie na piłce , specjalną dietę eliminacyjną, szum suszarki. Wszystkie sposoby albo pomagają na chwilę albo wcale albo są tak ciężkie w wykonaniu , że masz łzy w oczach ze zmęczenia. 
  Śpicie z mężem na zmianę. On masuje brzuszek, buja i śpiewa a Ty śpisz potem na odwrót. Jeszcze później mąż wraca do pracy a Ty zostajesz z wymagającym dzieciątkiem sama i wtedy dochodzi kolejny gwóźdź do trumny. Dobre rady. ,, daj mu popłakać, niech się dotleni" ,, tak nauczyłaś, tak masz" ,, Może za ciepło go ubierasz? Źle karmisz , nie masz pokarmu , w ogóle wszystko robisz źle". Gdy kolejny raz słyszysz , że dziecko koleżanki już w zasadzie przesypia noce a Ty jesteś beznadziejna , bo Twoje tylko potrafi ryczeć. Kiedy znowu cały dzień chodzisz z piersią na wierzchu , w pidżamie i nawet już sama się nie orientujesz kiedy Twój biust jest w staniku a kiedy nie to jest ten moment, w którym Twoje marzenia o idealnym macierzyństwie umierają bezpowrotnie. 

   Przeżywałam to przy pierwszym synku.  Mogę tylko poradzić aby: 
1. Uzbroić się w cierpliwość. Wisi na piersi , niech wisi- za 3 miesiące przestanie , za 5 będziesz  za tym 
tęsknić 
2. Wymyślić cięte riposty na dobre rady. Specjalnie go uczysz, żeby zasypiał na piłce bo w ten sposób jesteś aktywna i masz super tyłek. 
3. Uświadomić sobie, że porządek w domu wróci dopiero za jakieś dwa lata i albo znaleźć.sprzataczkę albo polubić bałagan.
4. Znaleźć pomysł na oswojenie nowej rzeczywistości. Kiedy nasz synek uspokajał się tylko w pozycji ,, na nietoperza". Ja odpalałam sobie Przepis na życie i chodziłam z nim po pokoju, relaksując się przy serialu. 
5. Zmienić dawne przyzwyczajenia odnośnie dbania o siebie. Kiedyś zawsze kręciłam sobie włosy i nakładałam podkład, róż, malowałam oczy. Teraz polubiłam proste włosy, zmieniłam fryzurę żeby rano wystarczyło je umyć i wysuszyć ( polecam długie włosy bez grzywki) Pełną tapetę zastąpiłam zadbaną cerą( dobry krem, zero opalania) , korektorem pod oczy( trzeba zamaskować sińce ) i tuszem do rzęs. Nie chodzi mi o to, że masz przestać o siebie dbać ale znajdź patenty żeby robić  to szybciej. :) 
6. Nie porównywać swojego dziecka z innymi. Ono jest wyjątkowe i najlepsze na świecie :) Pomyśl sobie , że to właśnie  dzięki niemu wyjście do dentysty- rzeźnika kojarzy Ci się z cudownym relaksem. Nikt inny nie dał Ci takiej lekcji cierpliwości i wytrwałości jak Twoje wspaniałe dziecko! 
Mój 2,5 letni high need baby Na lodach